Wszystko, co nas czeka w roku 2010 da się sprowadzić do jednego terminu: wybory. Wszystkie ważne zdarzenia będą podporządkowane trzem zintegrowanym i już rozpoczętym kampaniom wyborczym: samorządowej, parlamentarnej i prezydenckiej.
To znaczy, że będziemy mieli nie tylko wyjątkowo dużo medialnych emocji i politycznej nieprzewidywalności, ale też trudne do wytłumaczenia zawirowania legislacyjne, których rodzaj i skutki trudno jest sobie wyobrazić. Gdybym więc był poważnym przedsiębiorcą, niewątpliwie bardzo bacznie obserwowałbym wszystko, co dzieje się w Sejmie. Bo w takich warunkach zupełnie nieoczekiwane, brzemienne w skutki zmiany mogą się pojawić w zupełnie nieoczekiwanych miejscach każdej praktycznie ustawy.
Ryzyko jest tym większe, że kampanie wyborcze nie będą jedynym zaburzającym działanie systemu źródłem poważnych emocji. Komisje śledcze (zwłaszcza komisja hazardowa) będą w rosnącym stopniu ogniskowały uwagę opinii publicznej oraz rządu i mogą skutecznie przykrywać wszelkie błędy oraz mniej i bardziej przypadkowe sejmowe „wypadki przy pracy”.
Po konferencji klimatycznej w Kopenhadze (grudzień 2009) zacznie się twarda faza walki o wielkie (do wydania lub zarobienia) pieniądze „zielonej gospodarki”. W Polsce dominuje dość lekceważący stosunek do tej sprawy. Tym łatwiej będzie więc o poważne błędy. A wiele wskazuje, że „zielona rewolucja” może mieć dla gospodarki i podziału bogactwa znaczenie podobne, jak rewolucja informatyczna poprzednich 20 lat. Bez względu na to, jak ten proces traktują politycy i media, rozsądny biznes powinien w swoich planach uwzględniać zasadniczą zmianę warunków działania i to już w najbliższych kilku latach. Nie chodzi tylko o szukanie produktów czy usług odpowiadających na „ekologiczny popyt”, ale np. o uwzględnianie efektów „nieekologiczności” energii elektrycznej, na którą jesteśmy skazani. Jest prawdopodobne, że politycy przegapią skutki, jakie już niedługo może to mieć dla całego polskiego eksportu, a biznes musi się liczyć, że zapłaci za to cenę.
Nie wiadomo też, czy pochłonięci wyborami politycy zdążą zmienić progi ostrożnościowe budżetu, zanim ten je przekroczy. Jeśli nie, trzeba się liczyć z powstaniem nowych zatorów płatniczych i silnymi impulsami recesyjnymi ze strony instytucji publicznych.
Wreszcie emocje przedwyborcze tradycyjnie oznaczają w Polsce wzmożenie spektakularnych działań tajnych służb. Tym razem pewnie też tak będzie. I trzeba to brać pod uwagę. Nie chodzi o to, żeby wyjmować baterie z komórek. Jednakże różne dziwne turbulencje mogące blokować normalne działanie branż trzeba dopisać do listy uwzględnianego ryzyka.



