James Harkin oprowadza po szybko zmieniającym się świecie modnych idei i aktualnych trendów.

Trendologia. Przewodnik po nowych ideach.

Rynek idei to dla zwykłego człowieka gąszcz trudny do przebycia. Wbrew potocznej opinii, że na świecie nie pojawia się zbyt wiele nowych trendów, jesteśmy ze wszystkich stron atakowani przez różnego rodzaju koncepcje, słowa klucze i neologizmy. Dążą one do opisania nowych zjawisk, które zauważamy albo zaledwie przeczuwamy w swoim otoczeniu. A ponieważ żyjemy w czasach "wielotrendowości", koncepcje te nakładają się na siebie, krzyżują i wzajemnie sobie zaprzeczają. James Harkin, brytyjski pisarz i badacz, kreśli mapę najciekawszych myśli początku XXI wieku w swej pierwszej książce Trendologia. Niezbędny przewodnik po przełomowych ideach. Oto trzy definicje godne zapamiętania: crowd-sourcing, pritirement i slaktywizm.

 

CROWD-SOURCING
Czy najlepsze decyzje podejmuje zawsze samodzielnie mędrzec, czy może raczej wąska klika mądrych głów? James Surowiecki uważa, że ani jeden, ani druga. W swojej wpływowej książce The Wisdom of Crowds (Mądrość tłumów) ten etatowy autor New Yorkera dowodzi, że duże grupy prawie zawsze podejmują trafniejsze decyzje niż wąskie konsylia eksperckie, nawet jeśli członkowie dużej grupy nie odznaczają się wyjątkową mądrością. Ta pozornie prosta teza, zauważa Surowiecki, ma daleko idące konsekwencje dla funkcjonowania przedsiębiorstw, organizacji i państw narodowych. Weźmy pierwszy z brzegu przykład – ostatni sukces tak zwanych rynków decyzyjnych, na których amatorzy z ogromnym zaangażowaniem robią zakłady o przyszłe losy gwiazd i polityków. Taki rynek stworzył choćby portal Iowa Electronic Markets, gdzie między innymi można stawiać zakłady o to, jaki rezultat osiągną kandydaci w kolejnych wyborach. Jak twierdzi Surowiecki, tego typu rynki informacyjne zaczęły funkcjonować dlatego, że chcąc osiągnąć lepsze rezultaty niż inni, wszyscy zamieniają się w detektywów. Brak jakiejkolwiek hierarchii zapobiega zaś nazbyt łatwemu rozpowszechnianiu niewygodnych opinii. Ta sama logika pomaga wyjaśnić, dlaczego giełdy są najlepsze w lokowaniu kapitału i czemu uczestnicy Milionerów zwykle wychodzą lepiej na pytaniu do publiczności niż telefonie do przyjaciela.
Żerowanie na wiedzy tłumów otrzymało miano „crowd-sourcing” i wszyscy chcą się dziś dowiedzieć, jak to się robi. Jednak ta koncepcja budzi pewne wątpliwości. Przecież tłumy podejmują również zgoła absurdalne działania w wyniku zbiorowych halucynacji. Na przykład w szczytowym momencie boomu internetowego wszystkich inwestorów ogarnia zbiorowa mania. Surowiecki odpowiada, że wiedza zbiorowa, o której on pisze, ma znaczenie wtedy, gdy rodzi się z tysięcy decyzji podjętych niezależnie od siebie. Może ona dojść do głosu tylko w sytuacji, gdy sądy oraz oceny każdego indywiduum z osobna zostają podjęte niezależnie, a dopiero potem zsumowane. Jego hipoteza traci natomiast zasadność w chwili, kiedy decyzje nie są już podejmowane niezależnie od siebie, na przykład jeśli w mediach na okrągło mówi się o ekonomii internetowej, co zwodzi wszystkich w tę samą ślepą uliczkę.
Zatem w jakich sytuacjach teza ta się potwierdza? Surowiecki pozytywnie ocenia sprawność funkcjonowania internetowych „rynków decyzyjnych” umożliwiających szarym obywatelom stawianie zakładów o dalszy przebieg kariery gwiazd i polityków. Ze szczególnym pietyzmem opisuje Policy Analysis Market (Rynek Analiz Strategii) – inicjatywę o krótkofalowym oddziaływaniu, podjętą przez kilku naukowców-marzycieli z Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych w 2003 roku. Chcieli oni zachęcić ludzi, by zakładali się o to, gdzie i w jaki sposób dokonane zostaną kolejne ataki terrorystyczne. Liczyli na to, że zbiorowe prognozy okażą się trafniejsze niż przewidywania ekspertów. Elegancko przedstawiona teoria Surowieckiego brzmiała na tyle obiecująco, że wkrótce rozpropagowali ją administratorzy takich ochotniczych projektów jak na przykład Wikipedia. Sprzymierzeńcy Wikipedii dowodzili, że kolektywny osąd, wydany przez skumulowaną inteligencję kilku milionów ludzi, mógł posłużyć jako najbardziej wiarygodne i miarodajne ze wszystkich dostępnych narzędzi prognostycznych. Nawet producent zabawek Lego używa teraz crowd-sourcingu. Na stronie internetowej firmy każdy może popisać się swoimi umiejętnościami w zakresie projektowania zabawek, a potem umieścić efekt swojej pracy w specjalnej galerii. W przeprowadzonym niedawno konkursie wyłoniono pięć zwycięskich modeli. Trafiły one do sklepów pod szyldem Lego, zaś ich twórcy otrzymali pięć procent od dochodu ze sprzedaży.
Uciszanie Wikipedii – od 2005 roku wybuchło kilka nagłośnionych skandali podważających jej wiarygodność – pozwala nam umieścić domniemaną mądrość tłumów w innej perspektywie. Crowd-sourcing może naświetlić wiele kwestii, jednak tylko w niektórych sytuacjach – na przykład kiedy pojawia się zapotrzebowanie na nowe pomysły lub podpowiedzi rozwiązań albo wtedy gdy alternatywą jest zgadywanie. Wikipedię najlepiej postrzegać tak jak wszelkie inne rankingi internetowe – jako globalny bank pamięci lub jako toczącą się nieustannie rozmowę. To niedoskonały strumień świadomości, który stale się uaktualnia i łączy w nowe konstelacje, niewolny bynajmniej od plotek i emocjonalnych reakcji, partyzanckich podjazdów i starych dobrych matactw. Zanurz się więc w morzu wiedzy tłumu samotnych ludzi, ale pamiętaj, że czynisz to na własne ryzyko.
 
***
 
PROTIREMENT
Sama praca i zero zabawy zmieniają nas w nudziarzy, lecz w ciągu kilku poprzednich lat prowadziliśmy nieco bardziej interesujące życie. Sprzeciw wobec ambitnych, nastawionych na sukces yuppies z lat osiemdziesiątych leżał u podstaw koncepcji downshifting – zluzowania swojego poświęcenia się pracy na rzecz lepszej jakości życia. Teraz koncepcja protirement próbuje iść o krok dalej, kontynuując rewoltę przeciwko etyce pracy. Podczas gdy downshifter trzyma się kurczowo świata pracy, przechodząc na pół etatu, protirer chce opuścić zupełnie świat pracy zarobkowej i zająć się czymś bardziej rozwojowym.
Jak większość budzących kontrowersje kategorii demograficznych, koncepcja protirement narodziła się w Ameryce. Słowo to zostało stworzone w 1991 roku przez Frederica M. Hudsona, autora poradników i założyciela Instytutu Równowagi Pracy. Chciał on sprawić, by życie na emeryturze nabrało nieco żywszych barw. Jednak ostatnio pojęcia tego używano w odniesieniu do młodszego pokolenia. Zasadniczo koncepcja ta stanowi pozytywną i nastrajającą bojowo wersję koncepcji wypadania z obiegu, tak zwanego downshifting. Podczas gdy downshifter spędza gnuśne popołudnia, oglądając telewizję i paląc cygaro Lambert & Butlers, protirer zajmuje się jakimś hobby albo pieli ogródek. Podczas gdy downshifter chciał tylko włączyć inny bieg, protirer chce nowy samochód – albo najlepiej rower, żeby mógł jeszcze więcej od siebie wymagać.
Przeprowadzona ostatnio ankieta wykazała, że w Wielkiej Brytanii prawie połowa osób w wieku od osiemnastu do trzydziestu pięciu lat miała zamiar zwolnić bieg po trzydziestce, a jedna na piętnaście osób pracujących w wieku poniżej trzydziestu pięciu lat zrobiła sobie przerwę i porzuciła pracę na chwilę. Ale dokąd oni idą? Jak się wydaje, mężczyźni najczęściej zajmują się organiczną hodowlą warzyw, a kobiety preferują drobną działalność charytatywną. Niektórzy protirerzy stawiają na kreatywność i całe dnie poświęcają na zamienianie drucianych wieszaków w objet d’art, które sprzedają potem na swoim straganie. Najbardziej uroczy zostają kwiaciarzami i komponują drogie bukiety dla yuppies, których jeszcze na nie stać.
U protirerów z działów zarządzania wypalenie pojawia się wcześnie, co powoduje, że ich kariera wchodzi w ostry zakręt, zanim nawet zdążą kiwnąć małym palcem. Przerażeni perspektywą szaleńczej harówki, która ma pokryć koszty emerytur ich rodziców z pokolenia baby-boomersów, wolą raczej wyluzować się i zacząć hodować kartofle. Piętą achillesową protirerów jest jednak to, że ich nowego stylu życia nie może sfinansować hodowla ziemniaków, tylko fundusze pochodzące ze sprzedaży domu dokonanej przed wyprowadzką na wieś; albo ze spadku, który zostawił im tatuś. Drogi protirerze, pamiętaj, że jeśli nie masz prywatnych dochodów, w końcu i tak wylądujesz w biurze z miną zbitego psa – na niższym szczeblu drabiny managementu.
 
***
 
SLAKTYWIZM
Chcesz się dobrze poczuć, ale nie przemęczyć? Wystarczy siedzieć w domu i podpisywać petycje w internecie? E-petycje to tylko najbardziej bezwstydna manifestacja slaktywizmu. Najpierw wstrząsnął on całym XX wiekiem, a teraz jego widmo błąka się w naszych czasach. W ciągu jednego popołudnia bojowniczy slaktywiści mogą poprzeć setki bojkotów nieetycznych firm, przekierować niekończące się prośby o pomoc dla umierających dzieci i domagać się (obficie okraszając swe żądania wykrzyknikami) zakończenia zachodniej interwencji na Bliskim Wschodzie. To, że większość e-petycji – jako niemożliwe do zweryfikowania – nie ma absolutnie żadnego wpływu na działanie rządu ani organizacji międzynarodowych i kończy swój żywot w koszu na śmieci, nie powinno ani trochę dziwić slaktywisty. Zrobił swoje, więc teraz może iść spać z czystym sumieniem.
Choć słowo „slaktywizm” jest raczej niezręczną zbitką dwóch słów: slacker (wałkoń) i activism (aktywizm), to koncepcja ta, wbrew oczekiwaniom, postuluje, że kanapowi wojownicy mogą jakoś zmienić świat i zepsuć dobry nastrój politykom, nie wstając nawet z krzeseł. Na przykład w Wielkiej Brytanii podziemna armia slaktywistów napędza najnowszy trend literacki – sporą liczbę książek po rozsądnych cenach oferujących porady, jak coś zmienić. I tak Change the World for a Fiver (Zmień świat za piątala, 2004) wymienia pięćdziesiąt współczesnych przykazań dotyczących tego, co zrobić, żeby na świecie zapanowała sprawiedliwość. Trzeba się uśmiechać, sadzić drzewa i nauczyć paru dobrych kawałów. Kanapowy Ekolog natomiast propaguje pełne wiary w sukces podejście do ratowania planety, które polega między innymi na stosowaniu niskoenergetycznych żarówek i recyklingu kopert.
We Francji etyka slaktywistów przybiera formę radykalnego bumelanctwa w pracy. Odpowiednikiem Kapitału Marksa w tym ruchu jest bestseller Witaj, lenistwo. O sztuce i konieczności obijania się w pracy (2004) napisany przez ekonomistkę Corinne Maier. Książka ta oferuje jedyną w swoim rodzaju receptę na stawianie oporu w miejscu pracy – wykonuj tak mało pracy, jak tylko się da, i rozwalaj system od środka, lecz nie daj się złapać. W Stanach Zjednoczonych slaktywiści wolą siać propagandę ze swoich wygodnych kanap albo sprzed komputerów, wkładając piżamę jako strój roboczy. Na przykład Dzień bez Jednego Cholernego Dolca ma miejsce raz w roku i jest, jak twierdzą jego sponsorzy, okazją, by otwarcie wypowiedzieć się przeciwko wojnie, bojkotując wszelkie formy wydawania pieniędzy przez dwadzieścia cztery godziny. Kiedy slaktywista przestaje na chwilę pracować, nadrabia to obłudą. Inna forma slaktywistycznego buntu, ukochana przez niektórych amerykańskich heteroseksualnych liberałów, polega na protestowaniu przeciwko zakazowi małżeństw homoseksualnych poprzez odmowę zawiązania węzła małżeńskiego.
Cały problem ze slaktywizmem, który ostatecznie jest przecież lekkim, łatwym i przyjemnym sposobem uprawiania polityki, polega na tym, że jego metody sprowadzają się w gruncie rzeczy do nierobienia niczego. To polityka zasadzająca się na ciągłych fochach i fumach. To nie tyle działalność wywrotowa, ile raczej świetlany przykład otępiającego konsumeryzmu opartego na przekonaniu, że polityczne problemy można rozwiązać, naciskając na odpowiedni przycisk albo wypełniając jakiś formularz. Wysiłki slaktywistów na pewno nikomu nie zakłócą spokojnego snu. Nawet im samym.
 
 
James Harkin, Trendologia. Niezbędny przewodnik po przełomowych ideach, Wydawnictwo Znak, 2008.
 
UWAGA!
Specjalnie dla prenumeratorów THINKTANK, wszystkie książki z serii „Punkty Przełomowe” Wydawnictwa Znak, są dostępne z 30-proc. rabatem. Kod promocyjny do zakupów z rabatem w sklepie internetowym www.znak.com.pl to: THINKTANK. Z oferty tej moga również skorzystać użytkownicy e-newslettera THINKTANK.
Oferta dotyczy: Leander Kahney, Być jak Steve Jobs; James Harkin, Trendologia; Malcolm Gladwell, Błysk! Potęga przeczucia; Malcolm Gladwell, Punkt przełomowy; Malcolm Gladwell, Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu, Martin Lindstrom, Zakupologia.